spotkanie 18.04 – „Alleluja i do przodu?”

Kiedy kończy się „ufność” a zaczyna ryzykanctwo?
Ten temat ciągle mnie nurtuje.
W zeszłym tygodniu kolejny raz słyszałem przypowieść o rozmnożeniu chleba. Jest tam fragment: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby” Co by się stało gdyby ten jeden chłopiec nie był przygotowany, gdyby nie był zaradny, gdyby nie zadbał?
Czy  przynosząc chleb wykazał się brakiem ufności w Proroka?
Ale to dzięki niemu wszyscy się najedli…
Kiedy i czy w ogóle możemy „zamknąć oczy” i nie patrząc na świat i ludzi rzucić się w przepaś ufając, że wszystko będzie świetnie? Może jednak powinniśmy dbać o siebie, a szczególnie o tych których nam „powierzono”: rodzinę, znajomych, pracowników?
 
Wydaje się, że nawet Jezus zachowuje rozsądek i nie wystawia się na niepotrzebną konfrontację ze światem, gdy nie jest czas ku temu:
To powiedział Jezus i odszedł, i ukrył się przed nimi ( J.12.36)
Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.( J.8.59)
Gdy [Jezus] posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei.( Mt.4.12)
 
Mam nadzieje, ze jak zwykle pomożecie w tych przemyśleniach.
Do zobaczenia w środę.